poniedziałek, 20 stycznia 2014

~Rozdział drugi~

-Słucham? – Spytałam po długiej ciszy. Nawet po kilkakrotnej analizie nie rozumiałam tego, co do mnie powiedział. Nie chciałam rozumieć. Poczułam, że błędem była moja dzisiejsza wizyta. Nie wiem, co robić. Jestem świadoma tego, że nie mogę teraz uciec.
-Powiedziałem, że są też-
-Dobrze wiem, co powiedziałeś. – Warknęłam, przerywając mu. W pomieszczeniu ponownie zapanował bezgłos.
-Czy…- odezwałam się cicho- Czy ty… –powtórzyłam głośniej –Czy ty jesteś jakimś idiotą?! – krzyknęłam. Nie wytrzymałam swojej złości. Nigdy wcześniej nie wyzywałam ludzi.
Nie mogę uwierzyć, że jakiś chłopak proponuje mi zapłatę ciałem. Co to ma w ogóle być? Dotychczas z takim czymś miałam do czynienia jedynie w filmach.
-Nie ma mowy, żebym zapłaciła w ten sposób za cokolwiek. Twoje niedoczekanie!
-Przemyśl to jeszcze. – Powiedział to tak pewnie, jakby wiedział, że się zgodzę. No chyba nie! –Oboje byśmy na tym skorzystali – dodał, uśmiechając się znacząco.
Tego było już za wiele.
-Na czym niby miałabym korzystać? Nie jestem dziwką, żeby robić to z byle kim! – Fuknęłam bardzo zirytowana. Nie rozumiem jego toku myślenia. Jak w ogóle mógł pomyśleć, że ja…ja…
Może i na zewnątrz wyglądałam na pewną siebie, ale w środku cała się trzęsłam – z wściekłości, jak i z bezsilności. Co będzie, jak się nie zgodzę, a on pójdzie do mojego ojca po zwrot pieniędzy?
Nieważne, jakoś sobie poradzę. Nie spłacę tego w ten sposób.
-Chyba się nie zrozumieliśmy – odparł lekko rozbawiony.
Dobra, teraz już nic nie rozumiałam. Kompletna pustka.
- c o ? – Kompletnie zgłupiałam.
-Usiądź. –Gestem wskazał na czarny fotel, znajdujący się po mojej prawej stronie.
 Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się wystrojowi tego miejsca. Pokój był duży – co najmniej trzy razy większy od mojego. Urządzony był w czarno-białych barwach. Meble były ciemnobrązowe – prawie czarne – zrobione z bardzo drogiego gatunku drewna. Pokój był dość chłodny i nieprzyjemny. Był pozbawiony wszelkich kolorów. Chcę jak najszybciej stąd zniknąć.
Skierowałam wzrok na ciemną podłogę. Dokładnie czułam na sobie spojrzenie chłopaka. Odetchnęłam głęboko. W końcu trzeba się wziąć na odwagę i podnieść głowę.Powoli, dumnie podniosłam wzrok. Moja twarz nie ukazywała żadnych uczuć.
-Słucham, co masz mi do zaproponowania?
Na te słowa jego mina wyrażała nieskrywany, chamski triumf. No super, ciekawe, co ten psychol wymyślił… - Mój tata chce, żebym poślubił pewną kobietę. Myśli, że ja jeszcze o niczym nie wiem i chce zorganizować bankiet, który ma okazać się przyjęciem zaręczynowym.
-Yhy, i co w związku z tym? – Zapytałam, starając się nie okazywać zaciekawienia.
-Ni mam zamiaru za nikogo wychodzić. W każdym razie nie w tym czasie. Więc postanowiłem, że mi w tym pomożesz. Będziesz mi towarzyszyła. Jak przyjdę z partnerką, to ojciec nawet nie wspomni o zaręczynach. Już wyobrażam sobie jego minę.
-Twój plan ma pewne niedociągnięcia – zauważyłam chłodno. –Nie wie, czy pamiętasz, ale nasi ojcowie się nienawidzą. Wspominałeś o tym jakieś pięć minut temu. – odparłam zirytowana.
Jakby się o tym dowiedzieli, to by nas zabili… w najlepszym wypadku. Niby taki mądry jest. No proszę.
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Właśnie o to mi chodzi. – Uśmiechnął się złowieszczo.
Świetnie, znowu go nie rozumiem. Czy on chce mnie zabrać na dno?
-Dlaczego właśnie ja? Nie wiesz, że tylko nas pogrążysz?- spytałam z żalem, czując, jak moje emocje powoli wydostają się na zewnątrz. 
-Na początku rodzice mogą być nieźle zirytowani, ale to przejdzie. A kiedy tacie nie uda się zrealizować planu, wtedy być może spłacisz swój dług.
-Jak to "być może"? Czyli będę się narażała, udając partnerkę syna największego wroga mojego ojca, nie mając pewności, na czym stoję, tak? - Wstałam gwałtownie i podeszłam do niego.
-No mniej-więcej. 
W tym momencie zapewne bardzo dotkliwie poczuł moją dłoń na jego policzku, zostawiając mocne zaczerwienienie. Jego głowa gwałtownie odwróciła się w lewo, a okulary spadły na podłogę z charakterystycznym dźwiękiem tłuczonego szkła.
Poczułam, jak w kącikach oczu zbierają mi się łzy tak silne, że nie byłam w stanie ich powstrzymać.
Tak w sumie to nic nie mogłam zrobić.
Gdybym stąd wyszła, to straciłabym szansę na spłatę pożyczki. Gdybym została, to musiałabym znosić towarzystwo tego aroganta.
Tymczasem Venn otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. 
Nie wiem, czy bardziej zdziwiło go uderzenie, czy płacz.
-Nie kpij sobie ze mnie! - wykrzyknęłam. -Jeżeli mam to zrobić to zagwarantuj mi to, że nie będę ci już nic winna.- Spojrzałam na niego wymownie.
Ojej.
Bez okularów dało się w końcu zobaczyć jego twarz. Całkiem przystojną. I te zielone oczy...
Szybko odwróciłam wzrok.
-Dobra, nich już ci będzie...
-Na piśmie.