Uff, już jutro ostatni dzień
szkoły! Właśnie zbliżam się do swojego domu w najbogatszej
dzielnicy w mieście. Mieszkam w pięknym, drogim domu, z białymi okiennicami i granatowym dachem. Nie byłam jednak ani
trochę rozpieszczana. Wręcz przeciwnie- ojciec trwonił kasę, spełniając każdą
zachciankę mojej macochy. Ja natomiast musiałam radzić sobie o własnych
siłach.
Dotarłam do owego białego
budynku. Weszłam do środka, potem na koniec
korytarza pierwszego piętra, następnie do swojego, niewielkiego pokoju. Kiedyś
miałam większy, lecz przyszywana matka go zajęła. Jednak nie mam powodów do narzekania. Mój teraźniejszy pokój jest niewielki, w pastelowych odcieniach błękitu i
fioletu, z białymi, starymi, dziecięcymi meblami. Nie mam pieniędzy na zakup
nowego wyposażenia. Z resztą wszystkie pieniądze, jakie miałam były pożyczone
od - równie bogatego jak moja rodzina - kolegi ze szkoły. Był nawet całkiem
miły, ale urodą nie grzeszył… w każdym razie sprawiał takie wrażenie swoimi
wielkimi i grubymi okularami, zakrywającymi pół twarzy. Pożyczyłam od
niego łącznie około tysiąca dolarów – na wycieczki klasowe, ubrania, książki i
tym podobne.
Usiadłam na niewielkim łóżku i
obejmując misia rozmyślałam nad kierunkiem studiów.
-Mam pójść na ASP, czy lepiej
jest wybrać coś bardziej praktycznego? Prawo? Co o tym myślisz, misiu?-
Wyciągnęłam pluszaka przed siebie. Oczywiście nic nie myślał. –No nieważne,
muszę jak najszybciej znaleźć jakąś pracę, by oddać Vann'owi te pieniądze. –
Westchnęłam zmartwiona. Już kilkanaście razy próbowałam dostać pracę, jednak
przez to, że jestem niezwykle chłodna i oschła dla mężczyzn (a tak się właśnie
złożyło, że tam szefami byli tylko mężczyźni) zostawałam odrzucana podanie za
podaniem. Cóż się dziwić – przez mój wygląd chłopacy patrzeli na mnie, jak
na zdobycz i dosłownie pożerali mnie wzrokiem. W takich chwilach pragnę być brzydka i niekształtna... Nienawidzę tych
lubieżnych spojrzeń, więc postanowiłam odpowiadać im wzrokiem mówiącym „spójrz
jeszcze raz, a zdechniesz”. Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu.
-Tak, słucham?
-Cześć Melanie, tu Vann. Dzwonię w
sprawie…eh no chyba się domyślasz.
-Tak, domyślam się – mój głos
brzmiał szorstko i pewnie. –Jednak nie mam ich. Jeszcze.
-Wiesz, że koniec roku jest jutro,
a potem na pewno stracimy ze sobą kontakt.
-Jezu, no obiecuję, że Ci wszystko
oddam. Użyj mózgu i pomyśl tylko, że nie jest łatwo zarobić takie pieniądze –
Wytknęłam mu, po czym się rozłączyłam. No i mój spokojny humor właśnie diabli wzięli.
Minęły dwa dni. Wczoraj na
zakończeniu Vann nie spuszczał mnie z oczu (czyt. z okularów). Przez jego szkła nie mogłam tego
dostrzec, ale czułam, że tak było.
Postanowione! Jutro rano
przyjdę do niego i poproszę o więcej czasu na uzbieranie kwoty. Strach
pomyśleć, co by było, gdyby on przez całe wakacje przychodził do mnie codziennie z pytaniem, „co w sprawie tej kwoty?”.
Wstałam o świcie, rozczesałam włosy, przeciągnęłam rzęsy tuszem. Ubrałam perłoworóżową bluzkę z krótkimi, bufiastymi rękawkami, białą spódniczkę sięgającą do kolan. Byłam gotowa,
by ruszyć w drogę.
Minęłam kilka domów i znalazłam się
przy największej budowli na ulicy – domu swojego znajomego. Wyglądem raczej nie różnił się od innych - ściany miał białe, a dach czterospadowy z granatowymi dachówkami.
Czemu mu aż tak na tym zależy?
Przecież jest tak bogaty, że spokojnie mógłby zapomnieć o tym tysiącu.
Znalazłam się przy bramie. Dostrzegłam ciemnowłosego mężczyznę, stojącego po drugiej stronie ogrodzenia. Podszedł do furtki, otworzył ją i zapraszającym gestem wskazał wejście do środka.
Znalazłam się przy bramie. Dostrzegłam ciemnowłosego mężczyznę, stojącego po drugiej stronie ogrodzenia. Podszedł do furtki, otworzył ją i zapraszającym gestem wskazał wejście do środka.
Chłopak był dość młody – niewiele
starszy ode mnie. Wysoki, dobrze zbudowany, o jasnej cerze i czarnych włosach.
Oczy miał koloru zielonego. Jego twarz była zniewalająco przystojna – z łatwością
mógłby być sławnym modelem.
-Dziękuję – powiedziałam beznamiętnie, nie uraczając go spojrzeniem. Szedł jakiś metr za mną. Na
schodach wyprzedził mnie i sięgnął za klamkę, otwierając wielkie, dębowe drzwi.
Weszłam, jakby nie zauważając gestu służącego.
-Panicz już na panią czeka.- Rzekł
spokojnym tonem, a następnie zaczął kierować się w stronę drewnianych schodów. –
Proszę tędy.
Poszłam za nim na drugie piętro. Weszliśmy do pomieszczenia znajdującego się na samym końcu korytarza.
-Paniczu, masz gościa – Powiedział
wyniośle. Wzrok miał skierowany w stronę brązowowłosego chłopaka.
-Dziękuję, Alois, możesz zostawić
nas samych.
Alois, ciekawe imię. Nie ukrywam, że jego osoba mnie zaintrygowała. Czemu nigdy o nim nie
słyszałam? Spojrzałam na niego, napotykając na swojej drodze parę pięknych, mocno zielonych oczu, świdrujących mnie wzrokiem. Miał w swoim spojrzeniu pewien rodzaj
wyniosłości, zmieszanej z wyższością. Niezbyt rozumiałam znaczenie tego spojrzenia.
Opuścił pomieszczenie.
Siedział na białym, skórzanym,
obrotowym fotelu. Był odwrócony w moją stronę.
-Co cię tu sprowadza? – Zaczął z
wyraźną władczością w głosie.
-Dobrze wiesz. Wiesz też, że nie
mam tych pieniędzy.
-Tak, domyślam się. Tylko, że
czas Ci się powoli kończy. Chyba nie chcesz, żeby twój ojciec się o tym
dowiedział. Przecież zdajesz sobie sprawę z relacji naszych rodziców.
Owszem, dobrze o tym wiedziałam. Nasi ojcowie nienawidzili się i rywalizowali we wszystkim, co było możliwe –
ilości podwładnych, samochodów, basenów, służących, majestatyczności krzewów
ogrodowych, liczbie dołków na polach golfowych, miejscach odwiedzonych podczas
wakacji, oraz ocenach w nauce ich dzieci. Tej ostatniej rzeczy najbardziej
nie lubiłam, ponieważ Vann zawsze był ode mnie lepszy. Chociaż bardzo się starałam,
nigdy nie dostałam lepszej oceny.
-Niestety nie dam rady. Staram
się je jakoś zdobyć, ale mi nie wychodzi – stwierdziłam z żalem w głosie, jednak
jej wzrok nadal pozostał pewny i zdecydowany. Czułam swoją bezsilność, lecz nie
chciałam tego pokazywać.
–Wiesz, że nie będę czekał wiecznie… ale są też inne sposoby na spłatę długu… jeśli wiesz, o czym mówię.
–Wiesz, że nie będę czekał wiecznie… ale są też inne sposoby na spłatę długu… jeśli wiesz, o czym mówię.
/C: "Ilości basenów no nieźle:
- O patrz, mam 6 basenów.
-Haha, luzerze ja mam 10 i co, łyso ci?"/

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz